Robienie filmów jest zbyt poważnym zajęciem, by je marnować tylko na zarabianie pieniędzy. Jan Jakub Kolski – wywiad

Pana przygoda z kinem zaczęła się w Popielawach, w połowie drogi między Łodzią a Tomaszowem Mazowieckim?

– Od piątej klasy podstawówki mieszkałem u dziadków w popielawskim dworze, w resztówce po rozparcelowanym majątku dziedzica Lachowicza. W mojej części wsi byłem jedynym widzem kinowym, ale też mieszkało tam zaledwie kilka rodzin. Raz w miesiącu z Łodzi przyjeżdżało nyską kino z głośnikami na dachu. Mieli zwykle dwa projektory, więc robili płynne, prawdziwe projekcje. Nie było poczucia, że film składa się z kawałków. Chodziłem na te filmy do remizy, ubrany w garniturek, ponad kilometr. Dla dzieciaka to był szmat drogi. Staszek z „Historii kina w Popielawach” to właśnie ja idący na film. A co tydzień pojawiało się jeszcze objazdowe kino prowadzone przez mojego wujka Janka. On miał tylko jeden projektor, więc za każdym razem, kiedy kończyła się rolka, mieliśmy dziesięć minut przerwy. Nie słyszało się wtedy szeleszczenia cukierkami, bo mało kogo było na nie stać. Nie czuło się też zapachu popcornu. Filmy oglądaliśmy w skupieniu dużo większym niż dziś. Aż było słychać bijące serca i oddechy. Teraz ludzie przychodzą do kina strasznie rozproszeni. Musi się im trafić wyjątkowy film, żeby wyrzucili z siebie ten pośpiech.

Jako 15-latek wrócił Pan do Wrocławia. Został malarzem w Wydziale Budowy Dekoracji we wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych, pracował Pan w betoniarni i w TVP. Aż upomniało się o Pana wojsko. Po pół roku służby został Pan operatorem i fotografem wojskowym. Kamerę Krasnogorsk dostał Pan od Andrzeja Sekuły?

– Tak. Część wojska spędziliśmy razem. To zabawne, ale wszystko, co sobie wymarzyliśmy, udało nam się spełnić. Andrzej pracował też po mnie jako asystent Jasia Peltza w TVP. Jasio jest dumny. Mówi: „Jednego wychowanka mam w Hollywood, drugi jest znanym reżyserem”. Kamerę, którą dostałem od Andrzeja, znacznie unowocześniłem. Uczyniłem ją odporną na zimno za pomocą futerka pociętego na kawałki i kleju Butapren. W wojsku służyłem w Nieetatowej Czołówce Filmowej Śląskiego Okręgu Wojskowego. Uznałem, że jeśli oni każą mi z tą kamerą latać śmigłowcami, samolotami, biegać za czołgami, wpadać do błota i do wody, ryzykować życie i potwornie ciężko pracować, to ja nie będę tego robił w mundurze. Któregoś dnia zrzuciłem mundur, nikt nie zauważył. Zapuściłem włosy – znowu nikt nie zauważył. Przeprowadziłem się z jednostki do domu, też nikt nie zauważył. Drugi rok wojska tak właśnie spędziłem.

W wojsku zdecydował się Pan zdawać do Filmówki?

– Tak. Do łódzkiej szkoły filmowej dostałem się za trzecim razem, a w ogóle na studia za piątym. Wcześniej próbowałem zostać studentem ASP. Egzaminatorzy ze szkoły filmowej nie poznali się na mnie. Byłem nieśmiały, słabo wyjaśniałem swoje racje, ale przecież miałem dobre prace; rysunki, rzeźby, zdjęcia. Dopiero za trzecim razem właściwie ocenili mój potencjał. Tym razem miałem do pokazania film „Kolejarze 80” zrobiony podczas głodówki kolejarskiej. Może to ostatecznie przeważyło?

„W kwietniu 1989 r. zacząłem zdjęcia do filmu Pogrzeb kartofla w studiu filmowym im. Karola Irzykowskiego pod opieką Wojciecha Marczewskiego. Wszyscy wiedzieliśmy, w którym zespole robi filmy człowiek przyzwoity, a w którym karierowicz” – wspominał Pan po latach.

– Miałem znakomitego opiekuna, nasza współpraca układała się bardzo dobrze. W tym czasie pojawiło się sporo głupich filmów, sporo prób schlebiania tzw. rynkowi, który nie miał jeszcze kształtu, więc nie bardzo było wiadomo, komu się przypodobać. Efektem tego zamieszania było między innymi naśladowanie kina amerykańskiego polskimi siermiężnymi metodami. Część z nas szukała własnej drogi, ja postanowiłem pójść zupełnie osobną.

Projekt, nad którym teraz Pan pracuje, jest związany z Wenecją i opowiadaniami Włodzimierza Odojewskiego.

– To ma być film na motywach trzech opowiadań: „Sezon w Wenecji”, „Cyrk przyjechał, cyrk odjechał” i „Koń pułkownika”. Scenariusz napisałem dwa lata temu. Jestem też w trakcie przygotowań do filmu, który ma być adaptacją „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej.

Kiedy zacznie Pan zdjęcia do „Wenecji”?

– Najpierw zrobię „Wojnę polsko-ruską”, potem „Wenecję”. Mam nadzieję. Do czasów „Jasminum” byłem gotów rozmawiać o terminach, ale ponieważ zacząłem ten film ponad rok później, niż planowałem, teraz powstrzymam się przed zgadywaniem.

Dlaczego chce Pan ekranizować powieść Masłowskiej?

– A dlaczego nie? Bo trudne? Bo mało filmowe? „Pornografia” też była mało filmowa. Nie będę ekranizował, nie ma mowy o dosłowności. Upatruję w tej książce szansy na własną wypowiedź. Rzecz będzie o miłości.

Krytyka wywołuje u Pana silne emocje?

– Tak, wywołuje. Czasem bardzo silne. Bo ja nie jestem maszyną, tylko żywym człowiekiem. Można mnie zobaczyć w moich filmach. To ja płaczę, ja cierpię i śmieję się, ja jestem głupi i mądry, występny i święty. Jak więc mam sprawić, by krytyka mnie nie dotykała? Odjąć sobie czucie? Jakim sposobem? Jako filmowiec nie ulegam wielu pokusom, choć one śmigają wokół mnie jak pociski. Pokusa miliona widzów? Proszę bardzo. Tylko za jaką cenę? Wybieram kino, które daje widzowi radość albo zamyślenie, albo jedno i drugie naraz. Robienie filmów jest zbyt poważnym zajęciem, by je marnować tylko na zarabianie pieniędzy.

Czy widział Pan „Pachnidło” Toma Tykwera? Marzył Pan o filmie na podstawie tej powieści Patricka Süskinda.

– Nie widziałem i nie obejrzę. Jestem potwornie zazdrosny. Boję się, że będzie to piękny film i serce mi pęknie. A jeszcze nie jestem na to gotowy.

zrodlo

Kolski reprezentuje polskie kino magiczne.
Niesamowite wrazenie na mnie zrobily: Historia kina w Popielawach, Pornografia i w jakims sensie Jasminum… Pogrzeb kartofla moglem obejrzec tylko raz – za duzo mroku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s