Michał Koterski – wywiad

michal koteerski, andrzej chyra, marek kondrat

Chciał popełnić samobójstwo, okradł mamę, uciekł ze szkoły, bandziorów uważał za bogów… Chorował na samotność, bał się życia, szukał przyjaźni, uczył się miłości i odkrywał na nowo swojego ojca.

Wypisz wymaluj historia ujeta w „Wszyscy jestesmy Chrystusami” to odbitka zycia Panstwa Koterskich.

caly wywiad – ponizej

ELLE W ciągu ostatniego tygodnia troje młodych ludzi w wieku 13-15 lat postanowiło odebrać sobie życie. Ania powiesiła się na skakance, dwoje uratowano. Dorośli są zaszokowani.

MICHAŁ KOTERSKI Ja nie. Wiele razy wpadałem w takie stany, że chciałem się zabić. Gdybym miał odwagę – choć nie jestem pewien, czy to jest właściwe słowo – to zabiłbym się, i to nie jeden raz. Wielu młodych ludzi miało choć jeden taki moment w swoim życiu.

ELLE Chciałeś popełnić samobójstwo?

M.K. To przede wszystkim wynikało z ogromnego wstydu, upokorzenia… nie da się tego stanu opisać. W szkole gdy stajesz się obiektem drwin, śmiechu, pogardy, każda sytuacja ma momentalnie setki bezwzględnych „świadków”. Zachwyconych, że to ciebie spotkało, a nie ich. To niszczy jak ogień. Wypala całą duszę człowieka. Dusza znika, a jej miejsce zajmuje ogromny ból. Masz poczucie, że to jest koniec. Koniec życia. Z takim upokorzeniem nie da się dalej żyć.

ELLE Ty przeżyłeś. Dzięki miłości mamy, ojca?

M.K. Kiedy człowiekowi przychodzi do głowy myśl o śmierci, ma wtedy silną potrzebę, żeby zrobić swoim oprawcom na złość. Że to jest jedyne wyjście, żeby ich ukarać. Pamiętam, że w pewnym momencie dotarło do mnie, że wcale nie robię krzywdy im, tylko sobie. Że mogę stracić coś ważnego, własne życie, a wcale tego nie chcę.

ELLE Uratował Cię strach przed śmiercią.

M.K. Wiem na pewno, że dziś bardzo lubię życie. Parę dni temu pojechałem do Łodzi, byłem na grobach najbliższych zapalić świeczkę na Święto Zmarłych. Stałem tam i się zastanawiałem, jak to będzie, kiedy nie będę oddychał, wąchał, czuł, smakował, dotykał, kochał… Że mnie już nie będzie. Nie chcę umierać, bo życie jest super.

ELLE A kiedy chciałeś umierać, w szkole, czego bałeś się najbardziej?

M.K. Nauczycieli, rówieśników… Byłem maminsynkiem. Prawie przez całą podstawówkę mama odprowadzała mnie do szkoły, wiązała mi buciki i nosiła za mną worek z kapciami. Wszystko za mnie robiła, aż zrobiła ze mnie kalekę życiowego. Oczywiście nieświadomie, z miłości, no, ale tak było. Pamiętam, że miałem problemy nie tyle z nauką, ile z chodzeniem do szkoły. A mama pozwalała mi nie chodzić i non stop pisała usprawiedliwienia. Całe dnie spędzałem w domu, w swoim pokoju. Zaciągałem zasłony w oknach i siedziałem w ciemnościach. Bałem się życia w ogóle. Byłem jakiś taki wylękniony.

ELLE Ale gdy już udawało Ci się przekroczyć próg szkoły…

M.K. Paraliżował mnie wstyd przed rówieśnikami. Bałem się odrzucenia. Jako ten maminsynek byłem nieśmiały, nadwrażliwy, schowany w sobie, mówiłem cicho i mało. Moi koledzy byli bardziej męscy: wygadani, pewni siebie, na przerwach kopali piłkę albo się bili. Ja się nie biłem. Nie byłem też w żadnej dziedzinie na tyle dobry, żeby im zaimponować i móc zaistnieć w grupie. Na dodatek zawsze miałem dłuższe włosy. Jak szedłem do kiosku z kumplem, synem przyjaciółki mojej mamy, to on mówił, że chce „Sportowca”, a mnie pani pytała: „A co dla dziewczynki?”. Miałem wtedy 11 lat, wstydziłem się sam siebie i rozpaczliwie szukałem autorytetu.

ELLE Miałeś ojca.

M.K. Ojciec teraz jest autorytetem. Przez ostatnie 10 lat jego życie zmieniło się o 180 stopni i zapracował na to, żeby tym autorytetem być, nie tylko zresztą dla mnie. Wtedy miałem ojca, który był artystą, ale nie wiedziałem, co on w ogóle robi. W domu bieda, nic nie mieliśmy, ciągle brak pieniędzy. Nawet – myślałem – nie potrafił utrzymać swojego związku z mamą. Szukałem ojca wśród starszych kolegów. Moja matka chrzestna zmuszała swojego syna – był ode mnie starszy o kilka lat – żeby się mną opiekował. Choć zły, że ma mnie na karku, zabierał mnie na siłownię, na dyskoteki, do klubów bilardowych. Tak poznałem Mikołaja, z którym się zaprzyjaźniłem. Miał niesamowite powodzenie u dziewczyn, znał bandziorów, imponował chłopakom, był liderem. Stworzył mi nowy świat i pozwolił na ucieczkę z tego mojego, ponurego.

ELLE Jak wyglądał ten „nowy” świat?

M.K. Zacząłem z Mikołajem chodzić po klubach dla dorosłych, poznałem ludzi dużo ode mnie starszych. Wtedy to byli dla mnie bogowie. Mieli wszystko: władzę, pieniądze, piękne samochody i piękne kobiety. Pokazali mi świat dorosłych mężczyzn. Zaliczyłem pierwsze papierosy, pierwsze wino… Byłem w siódmej klasie podstawówki i zerwałem kontakty z dzieciakami w moim wieku.

ELLE Musiałeś wkupić się do tego świata: coś ukraść, odebrać dług…

M.K. Zawsze wzbudzałem w ludziach – i tak jest zresztą do tej pory – instynkt opiekuńczy. Oni mieli do mnie słabość. Moje życie z nimi przypominało filmy „Chłopcy z ferajny” czy „Prawo Bronksu”, tyle że tamci chłopcy stawali się w końcu bandziorami, a ja nigdy pewnej granicy nie przekroczyłem. Zresztą oni sami trzymali mnie z daleka od swoich interesów i to było fajne. Miałem ksywkę „Kot” i byłem trochę ich maskotką.

ELLE Przynależność do tej grupy dała Ci siłę?

M.K. Tak, ale w szkole zaczęły się schody. Gdy dostałem się do jednego z najlepszych liceów w Łodzi, tak intensywnie związałem się z tą moją grupą, że od razu w pierwszej klasie przestałem chodzić do szkoły. Miałem dwóje z góry na dół i mnie wyrzucono. Całe dnie spędzałem w klubie. Matka wypruwała dla mnie flaki, a ja byłem okrutnym gnojem. Była nauczycielką z mizerną pensją, ale wszystkie pieniądze pakowała we mnie, sobie wszystkiego odmawiając. Ja uważałem: to mi się należy, tego chcę… Okradałem ją, myślę, że o tym wiedziała, ale nic nie mówiła. Nigdy nie wyznaczała mi żadnych granic. Żerowałem na jej i ojca poczuciu winy. Uważałem – a może naprawdę tak czułem – że mnie skrzywdzili i wszystko mi się należy.

ELLE Zdałeś maturę, teraz nawet studiujesz.

M.K. Zobaczyłem, że Mikołaj i jego najlepszy przyjaciel z klasy Borys Szyc choć tak jak ja siedzą od rana do wieczora w klubach, na dyskotekach i prywatnych imprezach, uczą się i przechodzą z klasy do klasy. Pomogła mi mama. Wtedy zaczęła robić karierę polityczną na UW. Jak mnie wyrzucali z kolejnej szkoły, ona załatwiała dla następnej jakieś dotacje od miasta, więc mnie dyrektorzy przyjmowali. W końcu zdałem maturę w prywatnym liceum. Żałuję, że tak głupio straciłem ten czas.

ELLE Nie dziwię się.

M.K. Teraz brak wiedzy to jest mój wielki kompleks. Uważam, że każdy człowiek powinien mieć podstawową wiedzę o np. malarstwie, literaturze, historii. Lata, kiedy mogłem zdobyć tę wiedzę, przeleciały mi przez palce i – w pewnym sensie – jest to nie do nadrobienia. Chodzi mi np. o nieprzeczytane książki. Ja ich przeczytałem w życiu może trzy, więc nawet przy ogromnym wysiłku już tego nie uzupełnię. Czuję się jak głąb!

ELLE Do współczesnej szkoły chyba jednak nie chciałbyś wrócić.

M.K. O nie! Nie pamiętam aż tak drastycznych historii. Żeby ktoś kogoś rozebrał do naga na lekcji albo dla żartu zmiażdżył koledze jądra?! Byłem kompletnym fajtłapą, ale z niewyjaśnionych powodów zakochała się we mnie szkolna piękność, a nie w szkolnych macho. Oni mnie za to gnębili, wychodziłem ze szkoły, dostawałem po głowie, ale nie miałem krwawych ran na ciele. To było nieprzyjemne, ale nie dramatyczne. Nie wyobrażam sobie też takiego braku szacunku dla nauczycieli. Żeby na lekcji uczniowie założyli nauczycielowi na głowę kubeł na śmieci? Za moich czasów uczniowie bali się nauczyciela, nauczyciel był autorytetem. Moja babcia przez lata była dyrektorką szkoły. Jak przyjeżdżam do Łodzi, zawsze chodzę z nią na spacery. Często przed bramami kamienic mijamy jej uczniów, którzy podpierają ściany. Do tej pory na jej widok chowają za plecami papierosy!

ELLE Kto jest odpowiedzialny za tę agresję? Nieobecni rodzice?

M.K. Mojej mamy nie było prawie nigdy, bo pracowała od rana do wieczora. Mojego ojca też nie było całymi dniami, a jednak rodzice potrafili mi wpoić wartości, zasady, którymi kieruję się do dziś. Są momenty, kiedy je łamię. Wtedy o tym wiem i czuję się strasznie. Na tyle strasznie, że potem przez dłuższy czas zachowuję się przyzwoicie. Aż przychodzi kolejny moment zapomnienia… no, ale to jest ludzkie. Myślę, że dziś ludzie nie pielęgnują wartości, zapominają, co jest ważne. Coraz mniej w nas szacunku dla drugiego człowieka, dla zawodu, jaki wykonuje. Jest ciśnienie, że masz zarabiać kasę, robić karierę, jak nie dajesz rady, jesteś zerem. Kiedyś bycie hydraulikiem, sprzedawcą, sprzątaczką nie było uwłaczające. Nie było takiej przepaści między bogatym a biednym. Dziś ci biedni są po to, żeby służyć bogatym. Pojawiła się pogarda dla człowieka. A my się na to godzimy. I w tym sensie wszyscy jesteśmy winni za tę agresję młodych.

ELLE Nie mają wzorców.

M.K. Są coraz bardziej zagubieni, ich wrażliwość jest tłamszona i nie potrafią się w tym świecie odnaleźć. Z zagubienia i ze strachu wynikają ich skrajne zachowania. Oni nie mają w co wierzyć. Włączają MTV, a tam widzą teledyski Snoop Dogga, Dr. Dre albo 50 Centa. Gość siedzi rozwalony w limuzynie, obwieszony złotem, z górą koksu, giwerami w kieszeni, a obok pięć dziewczyn… No i co taki polski 15-latek w szerokich gaciach potem w życiu wybierze? W tym wieku zazwyczaj jesteś idiotą. To najgorszy czas w życiu, kompletnej negacji. Podważania wszystkiego i upierania się dla samego uporu. Wtedy też każdy z nas się kształtuje, szuka siebie. Myślę, że młodzi potrzebują od otoczenia jasnych instrukcji i…

ELLE …dyscypliny?

M.K. Długo miałem żal do rodziców o to, jakie miałem życie i jakim jestem człowiekiem. Teraz jestem im wdzięczny, że miałem takie życie – że zasmakowałem i biedy, i dobrobytu. I braku dyscypliny, i dużej miłości. I najlepszej szkoły, i wyrzucenia na bruk. I kolegów z dobrych domów, i bandziorów. Mam poczucie, że moją największą wartością jest to, jak ja się z tym moim życiem zmagałem. Potrafię się porozumieć z każdym człowiekiem. W „Adwokacie diabła” jest taka scena, kiedy Al Pacino mówi do Keanu Reevesa, żeby jeździł metrem, bo tylko wtedy zrozumie ludzi. Do dziś nie mam samochodu. Jeżdżę autobusami, metrem, tramwajem. Tylko telepiąc się z ludźmi z zimna albo oblewając potem, możesz zrozumieć, o co im w tym życiu chodzi.

ELLE Z kim ostatnio rozmawiałeś?

M.K. Z taksówkarzem (śmiech). Spieszyłem się, więc jechałem taksówką (śmiech). Opowiadał, że ma dwóch synów, obaj na studiach za granicą – jeden w Londynie, drugi w Niemczech – bardzo był z nich dumny. Zaczęliśmy rozmawiać o wartościach, o możliwościach młodych w Polsce. Ja mu mówię, że takie bezstresowe wychowanie to dla mnie kompletny kretynizm, że dziecko powinno się zmuszać do różnych rzeczy. A on na to, że nie zmuszać, tylko zachęcać.

ELLE Rodzice na pewno Cię zachęcali.

M.K. Tak, ale nieumiejętnie. Mówiłem np., że chcę zostać piłkarzem, więc ojciec na to: „Dobra, to chodź, zapiszę cię do szkółki piłkarskiej i dam ci na te kursy pieniądze”. I koniec. A mnie to nie wystarczało.

ELLE To co miał jeszcze zrobić?

M.K. Np. to, co ja robię z synem mojej przyjaciółki. On też chciałby zostać piłkarzem. Biorę go np. z jego kolegami na boisko. Gramy razem i on widzi, że chociaż jestem od nich o 15 lat starszy, potrafię się jak wariat cieszyć z tego, że im strzeliłem gola. Widzi, że z piłki można czerpać radość całe życie. Zabieram ich na stadion. Pokazuję im samochody, jakimi jeżdżą piłkarze. Tłumaczę, że sami je kupili, za swoją pracę, że to jest dobry, pewny zawód i nie będzie musiał wyjeżdżać za granicę.

ELLE Czujesz wtedy satysfakcję?

M.K. Niezwykłą. Może to, że pokochałem jego, to jest część tego, że tak bardzo pokochałem jego mamę.

ELLE Dorosłeś.

M.K. Ale wciąż czuję się bardzo niedojrzały. Boję się, żeby tej miłości nie zepsuć przez moją głupotę, egoizm, nieodpowiedzialność… Często w poprzednim związku składałem sobie obietnicę, że nie będę robił, tak jak kiedyś ojciec, tego czy tamtego i… powtarzałem te same schematy. Przeniosłem wszystko, co najgorsze. Zastanawiałem się nieraz: „Kurczę, dlaczego tak się dzieje?! Przecież tak tego nienawidziłem, tyle mnie kosztowało, żeby to wtedy przeżyć, dlaczego teraz sam siebie tak samo krzywdzę?!”. Chlubiłem się, że przestrzegam pewnych wartości, że jestem lojalny, wierny, że moja kobieta jest dla mnie bardzo ważna, ale przez te siedem lat, kiedy byliśmy razem, zgotowałem jej inne piekło. Psychiczne. Gnębiłem ją podejrzeniami, zaborczością, ciągle coś wymuszałem, czegoś zabraniałem. Miłość to największa krzywda i oszustwo, jakie człowiek robi drugiemu człowiekowi.

ELLE Zaskoczyłeś mnie. Myślałam, że powiesz, że mimo wszystko nie możesz bez miłości żyć.

M.K. Bo nie mogę. Ale chodzi mi o to, że od małego uczą nas, że pewnego dnia przyjdzie miłość. Zbawi nas, uratuje od zła wszelkiego, da pełną radość. I jak już na nas ta miłość spadnie, to potem wszystko potoczy się samo. Otóż nic się samo nie toczy. Miłość jest ciężką pracą. Tak naprawdę można stwierdzić, że się kocha drugiego człowieka, gdy minie zauroczenie, ten narkotyczny obłęd. Dopiero wtedy człowiek sam o sobie się dowiaduje, na ile jest w stanie poświęcić się drugiej osobie. Co jest w stanie – z własnej woli – dla niej zrobić, na ile jest w stanie wyzbyć się egoizmu. Czy chce otworzyć się przed nią, czy chce być dla niej dobry. Trzeba się też przyjaźnić. Lubić się. Lubić ze sobą przebywać, rozmawiać, milczeć, siedząc obok siebie. Bez tego nie ma mowy o długim związku.

ELLE Widziałeś kiedyś taki związek?

M.K. Moja mama i mój ojczym. Są razem siedem lat. Miałem 20 lat, kiedy mama wyszła za niego za mąż. Zaakceptował mnie z całym bagażem, a uwierz mi – nie miał lekko. Pomagał mi, wspierał mnie, uczestniczył w moim życiu i zawsze mogłem na niego liczyć. Mam dla niego mnóstwo podziwu, bo w końcu jestem dla niego kimś obcym. Jest lekarzem, ale też po prostu dobrym człowiekiem. Wiem, że mama czuje się przy nim bezpiecznie. Jest odpowiedzialny, wrażliwy, opiekuńczy, wyczulony na kobietę. Przy tym spełniony zawodowo. Mama może być z niego dumna. A każda kobieta potrzebuje być dumna ze swojego mężczyzny. Nieudacznikiem prędzej czy później zaczyna pogardzać. Zazdroszczę mu. Jest dla mnie wzorem mężczyzny.

MICHAŁ KOTERSKI

Syn Marka Koterskiego, reżysera m.in. kultowego „Dnia świra” i „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. Jego rodzice rozwiedli się, kiedy był mały. Ale z miłości do syna postanowili nadal mieszkać razem. Michał uważa, że ludzie, którzy się nie kochają, powinni się rozstać. Dla własnego zdrowia i dobra dzieci. Od liceum mieszkał z mamą, utrzymując silny i skomplikowany kontakt z ojcem. Długo nie potrafił znaleźć swojego miejsca w życiu. Zadebiutował jako nastolatek w „Ajlawiu”. A w „Dniu świra” i „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” stworzył postać Sylwusia, syna głównego bohatera Adasia Miauczyńskiego. Zaczął zdjęcia do serialu „Królowie śródmieścia” dla TVP. Ma stały felieton w programie Kuby Wojewódzkiego.

zrodlo: elle

8 thoughts on “Michał Koterski – wywiad

  1. buraczek

    Koterskiego szanuję jako człowieka, które jest sobą mimo,że powinien dorosnąć i stać się poważnym szanowanym człowiekiem. On nie idzie żadną wydeptaną ścieżką!

    Dzięki za ten wywiad!

    Odpowiedz
  2. inirudebwoy

    Ciekawy wywiad. Po tym co widziałem w tv w programie pewnego Idyjoty nie spodziewałem się. Zaskozzył mnie pozytywnie.

    Pokój

    Odpowiedz
  3. Piotrek

    Ja jechałem z niby synkiem Oskarem w przedziale do zakopanego ale widziałem Koterskiego. pozdrawiam cie michał i oskar też to czesc. Piotrek z przedziału zadzwoncie czasem

    Odpowiedz
  4. justyna

    już zobaczywszy Koterskiego w filmach jego ojca czułam,że to cholernie ciekawy człowiek z niego musi być skoro potrafił stworzyć tak oryginalną kreację i zagrał w sposób w mojej ocenie bardzo wyszukany.potem dowiedziałam się,że on wcale nie grał,że był sobą.wowczas doceniłam go jeszcze mocniej.teraz,po przeczytaniu tego wywiadu cieszę się,ze sie nie myliłam i że są obok mnie na tym paskudnym pięknym świecie tacy ludzie jak Michal Koterski.dziękuje.

    Odpowiedz
  5. ali

    Smutne. P. Marek Koterski czuje inny rodzaj świata. Okrutny i organicznie bliski bardzo wielu ludziom.
    P. Michał Koterski poprostu chciałby zaistnieć czymkolwiek.
    To miło Panie Michale, że wyciąga Pan wnioski ze swojej przeszłości, niestety, takie premyślenia może autoryzować połowa 20-latków. Jest Pan zwyczajnie przeciętnym człowiekiem. Proszę się nie łudzić. Posiadanie ojca „ciężkiego kalibru” może być trudne, ale chyba lepiej się z tym pogodzić niż zmagać. Ali

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s