The Bucket List (pol Choć goni nas czas) – recenzja

the bucket list - Jack Nicholson & Morgan Freeman
Film dwojki aktorow – Jack Nicholson & Morgan Freeman.
Obaj panowie niczym nie zaskocza w tym filmie – mozna powiedziec, ze z racji wieku dorobili sie oni tak charakterystycznej maniery gry, ze to bardziej nalezy kroic film pod ich gre niz odwrotnie.
Jesli jest odwrotnie mozemy niestety otrzymac taki Bucket List… Nasza historia to spotkanie dwóch facetów w jednym szpitalnym pokoju – oboje trafiają tam z powodu nowotworu, śmiertelnie chorzy, różni od siebie.

Z jednej strony niedoszły filozof – idealista – mądrala (zawsze ma coś co powiedzenia na zasadzie: czy wiedziałeś, że…) – ubogi lecz szczęśliwy czarny mechanik samochodowy, który zrezygnował ze studiów dla żony i dziecka… a z drugiej ironiczny, zarozumiały, zabawny bogaty Edward Cole – właściciel szpitala w którym przebywają.

Zasadą prowadzonych placówek przez firmę Cole’a był warunek, że w jednym pokoju są dwa łóżka i nie ma od tego odstępstwa.
Zasada ta dotyczy też i tej sytuacji i nie można od niej odstąpić z uwagi na PR…
Panowie na początku się ścierają, ale później coraz przyjazniej sie uzupelniaja na swoj zrzedliwy sposob.
Przez przypadek Cole (Nicholson) podnosi zmieta kartke na ktorej wczesniej Carter Chambers (Freeman) wypisał w ramach psychologicznego ćwiczenia listę rzeczy do zrobienia zanim umrze.
Cole czyta – twierdzi, że sprawy w rodzaju śmiać się do łez, pomóc nieznajomemu, są słabe – dodaje swoje punkty – skoki spadochronowe, wyścigi, safari, podróż do niesamowitych miejsc.

Panowie odkrywają prawdę o sobie, odrobinę lekkich dramatów – wszystko kończy się dobrze i smutno.
Cóż film jest zabawny, ale nudny… mam wrażenie, że Freeman jest tak przewidywalny i monotonny, że nie zagra już niczego poza moralizatorem.
Nicholson wypada lepiej ale też to nie jest nic ożywczego i zaskakującego (o niebo lepiej wypadł w Infiltracji) jednak jest bardziej przekonujący, a jego łobuzerskość jest bardzo atrakcyjna i strawna🙂
Film niestety nie pozostawia niczego po wyjściu do kina. Daleko szukać w nim skali wrażeń podobnych do My life without me. Tu mamy komedie? Dramat? Kino egzystencjonalne?
Niestety wszystkiego trochę – i nic z tego nie wyszło.
Jeśli ktoś ma ochotę na lekki film z kapką dramatyzmu – można obejrzeć. Ja niestety jestem rozczarowany.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s